
17 lipca 2014 r. w Bibliotece Publicznej w Broku odbyło się spotkanie z p. Jacentym Frankowskim- przyjacielem Broku, artystą- mistrzem karykatury i rysunku. Tematem spotkania była postać Ludomira Benedyktowicza - leśnika, powstańca styczniowego, malarza, publicysty, którego życie splotło się z Brokiem. W trakcie spotkania wszyscy zebrani mieli niepowtarzalną możliwość zapoznania się z przedwojennymi zdjęciami Broku, a także z autorską „wersją roboczą” filmu dokumentalnego pt. „Ludomir Benedyktowicz- historia niezłomnego”. Wyświetlony film oparty na relacjach krewnych Benedyktowicza, a także znawców historii i sztuki miał charakter sentymentalnej biograficznej podróży śladami Ludomira Benedyktowicza.
Rys historyczny
Ludomir Benedyktowicz – leśnik, powstaniec styczniowy, malarz, publicysta. Ale przede wszystkim był człowiekiem o niezłomnym harcie ducha. Ranny w potyczce z kozakami. Utracił obie ręce, a mimo to został wybitnym malarzem pejzażystą, uprawiał publicystykę, tworzył wiersze, był wzorowym ojcem rodziny, a także działaczem społecznym. Jego życie splotło się z Brokiem i okolicami.
Urodził się 5 sierpnia 1844 roku we wsi Świniary w parafii Mokobody na Podlasiu. Na chrzcie nadano mu imiona Ludwik Dominik, ale później zaczął używać imienia Ludomir. Jego ojciec był oficjalistą dworskim i właścicielem folwarku, po którym dzisiaj nie ma już śladu w Świniarach. Ludomir od najmłodszych lat interesował się sztuką i przyrodą. Marzył żeby zostać malarzem, ale pod presją ojca wybrał zawód leśnika.
Na początku lat sześćdziesiątych XIX w. Wojciech Bogumił Jastrzębowski, profesor Instytutu Agronomicznego w Marymoncie, rozpoczął w Feliksowie pod Brokiem organizowanie Zakładu Praktyk Leśnych. Studenci wykonywali w nim zadania pod okiem wykładowców i leśników praktyków. Obok przedmiotów leśnych, nauka obejmowała także zagadnienia rolnictwa, ogrodnictwa, pszczelarstwa, rybactwa, hodowli bydła i ptactwa, jedwabników, a nawet pijawek. Wśród studentów znalazł się młody Ludomir Benedyktowicz.
Leśnik – powstaniec
Gdy mijał drugi rok zajęć wybuchło powstanie styczniowe. Patriotycznie wychowywani studenci Jastrzębowskiego gremialnie przystąpili do walki o niepodległość. Leśnicy, ze względu na obeznanie z bronią i znajomość terenu, od czasów wojen napoleońskich, wcielani byli do oddziałów strzeleckich, zaliczanych do elitarnych sił specjalnych. W takim oddziale znalazł się też Benedyktowicz, który po krótkim stażu wojskowym w oddziale Władysława Cichorskiego „Zameczka”, przeszedł do wyborowego oddziału Strzelców Celnych, dowodzonego przez Władysława Wilkoszewskiego „Wiriona”. 14 marca 1863 r., pięcioosobowy patrol tego oddziału dowodzony przez Benedykta Teresińskiego z udziałem Benedyktowicza, otrzymał zadanie przejęcia kasy podleśnictwa Udrzyn. Po przejęciu kasy, patrol powstańczy zmierzał do miejsca stacjonowania Strzelców Celnych. Na obrzeżach Broku, w okolicach siedziby Zakładu Praktyk Leśnych, patrol wpadł w kozacką zasadzkę, o której Benedyktowicz będzie później wspominał: „Powstała walka nierówna, podczas której ubito mi konia. W tem położeniu odpowiadając strzałami na ogień nieprzyjaciela, cofałem się pieszo w stronę pobliskiego boru, ale Moskale puścili się konno za mną, celem odcięcia mi odwrotu i wzięcia mnie żywcem. Miałem ostatni nabój w karabinie i dwa pistolety naładowane. Cofając się, mierzyłem w najbliższych Kozaków. W tej chwili, gdy celowałem, wystrzał karabinowy ze strony moskiewskiej dosięgnął mnie z odległości około czterdziestu kroków. Kula kozacka przeszyła mi lewą rękę gruchocąc obie kości przedramienia i kontuzjonując mi lewy bok w okolicy serca. Wskutek tej rany zatamowało mi oddech i padłem na ziemię zemdlony. Wtedy jeden z Kozaków, dopędziwszy mnie zsiadł z konia i szablą odciął mi dłoń prawej ręki…”
Benedyktowicz został zawieziony do Ostrowi Mazowieckiej, gdzie na plebanii dwaj lekarze dokonali amputacji lewej ręki i opatrzyli kikut prawej. Pomimo ciężkich ran i upływu krwi młody organizm się nie poddał i zaczął odzyskiwać siły. Przyszło jednak załamanie psychiczne. Dla bezrękiego mężczyzny niewyobrażalny wydawał się powrót do zawodu leśnika, a tym bardziej malarstwa. Na domiar złego, za udział w powstaniu skonfiskowany został jego rodzinny majątek, co zbiegło się ze śmiercią jego ojca.
Ale jeszcze zanim powstanie upadło, w warsztacie naprawiającym broń kowal wykonał mu obręcz zakładaną na przegub, z zaciskiem, w którym można było mocować ołówek lub pędzel. Ludomirowi udało się uzyskać finansowe wsparcie przyjaciół i wstąpił do Klasy Rysunkowej w Warszawie, a także zaczął pobierać lekcje w pracowni Wojciecha Gersona. Z tego okresu zachował się rysunek „Starzec przebijający się mieczem”, w którym po przegranej bitwie powstaniec, któremu Benedyktowicz nadał rysy swojego ojca, zadaje sobie samobójczy cios.
Bezręki malarz
W trakcie nauki u Gersona i w Klasie Rysunku Ludomir zaprzyjaźnił się z dwoma byłymi powstańcami: Adamem Chmielowskim, przyszłym świętym Bratem Albertem i przyszłym malarzem Maksymilianem Gierymskim. W 1868 roku Benedyktowicz otrzymał stypendium Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych i wyjechał na studia do Monachium. To tam jego przyjaciel Gierymski maluje obraz „Powstańczy patrol”, na którym przedstawia moment tuż przed atakiem kozaków na powstańczy oddział Benedyktowicza. Ludomir zaś obraz „Podjazd powstańców” odnoszący się do tego samego wydarzenia.
Studia w Monachium, to okres twórczo niezwykle płodny. Uroda pejzaży przysparza mu tytuł „polskiego barbizończyka”. Uprawia też publicystykę współpracując z „Gazetą Polska” i „Tygodnikiem Ilustrowanym”, dla których pisał recenzje i sprawozdania z udziału polskich artystów w wystawach sztuki w Niemczech i w Austrii. W celach zarobkowych artysta uprawiał także to, co dzisiaj nazywamy „chałturą”. Na zamówienie malował portrety ze zdjęć, m.in. Pola i Mickiewicza.
Po powrocie do kraju w 1872 roku odwiedza Brok i groby dawnych towarzyszy walki, co utrwali później w obrazie „Nad mogiłą powstańca”. Ale wizyta w Broku powoduje oskarżenie o agitacje i buntowanie chłopów. Benedyktowicz zostaje osadzony w X Pawilonie Warszawskiej Cytadeli. Zwolniony aresztu z powodu braku dowodów działalności wywrotowej przenosi się do Krakowa, gdzie jesienią 1873 roku wstępuje do klasy kompozycji prowadzonej przez mistrza Jana Matejkę i zyskuje uznanie w środowisku krakowskim. Tu żeni się z Marią Skalską.
Benedyktowicz malował, tworzył wiersze, publikował artykuły, napisał też książkę o Witkiewiczu. Po śmierci ukochanej żony głównym tematem jego obrazów i rysunków stały się las i drzewa. W 1912 roku Benedyktowicz przeniósł się do Lwowa, z którym rozstał się tylko przez okres czterech lat działań wojennych 1914-1918. Tam żył z pensji kombatanckiej, tworzył, pisał i działał społecznie. Zmarł w wieku 82 lat, otoczony powszechnym szacunkiem, w 1926 roku. Pochowany początkowo na cmentarzu Łyczakowskim ostatecznie spoczął w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Obrazy i rysunki Benedyktowicza wciąż pozostają rozproszone po muzealnych i prywatnych galeriach, co powoduje, że jego miejsce w naszej narodowej sztuce jest ciągle zaniżane. Ale nie tylko twórczość warta jest podziwu ale także niezwykła postawa. Człowieka, który całym swoim życiem udowodnił nie tylko miłość do ojczyzny sztuki i przyrody, ale także niezwykłą i niespotykaną na co dzień niezłomność i hart ducha.
Ludomir Benedyktowicz – leśnik, powstaniec styczniowy, malarz, publicysta. Ale przede wszystkim był człowiekiem o niezłomnym harcie ducha. Ranny w potyczce z kozakami. Utracił obie ręce, a mimo to został wybitnym malarzem pejzażystą, uprawiał publicystykę, tworzył wiersze, był wzorowym ojcem rodziny, a także działaczem społecznym. Jego życie splotło się z Brokiem i okolicami.
Urodził się 5 sierpnia 1844 roku we wsi Świniary w parafii Mokobody na Podlasiu. Na chrzcie nadano mu imiona Ludwik Dominik, ale później zaczął używać imienia Ludomir. Jego ojciec był oficjalistą dworskim i właścicielem folwarku, po którym dzisiaj nie ma już śladu w Świniarach. Ludomir od najmłodszych lat interesował się sztuką i przyrodą. Marzył żeby zostać malarzem, ale pod presją ojca wybrał zawód leśnika.
Na początku lat sześćdziesiątych XIX w. Wojciech Bogumił Jastrzębowski, profesor Instytutu Agronomicznego w Marymoncie, rozpoczął w Feliksowie pod Brokiem organizowanie Zakładu Praktyk Leśnych. Studenci wykonywali w nim zadania pod okiem wykładowców i leśników praktyków. Obok przedmiotów leśnych, nauka obejmowała także zagadnienia rolnictwa, ogrodnictwa, pszczelarstwa, rybactwa, hodowli bydła i ptactwa, jedwabników, a nawet pijawek. Wśród studentów znalazł się młody Ludomir Benedyktowicz.
Leśnik – powstaniec
Gdy mijał drugi rok zajęć wybuchło powstanie styczniowe. Patriotycznie wychowywani studenci Jastrzębowskiego gremialnie przystąpili do walki o niepodległość. Leśnicy, ze względu na obeznanie z bronią i znajomość terenu, od czasów wojen napoleońskich, wcielani byli do oddziałów strzeleckich, zaliczanych do elitarnych sił specjalnych. W takim oddziale znalazł się też Benedyktowicz, który po krótkim stażu wojskowym w oddziale Władysława Cichorskiego „Zameczka”, przeszedł do wyborowego oddziału Strzelców Celnych, dowodzonego przez Władysława Wilkoszewskiego „Wiriona”. 14 marca 1863 r., pięcioosobowy patrol tego oddziału dowodzony przez Benedykta Teresińskiego z udziałem Benedyktowicza, otrzymał zadanie przejęcia kasy podleśnictwa Udrzyn. Po przejęciu kasy, patrol powstańczy zmierzał do miejsca stacjonowania Strzelców Celnych. Na obrzeżach Broku, w okolicach siedziby Zakładu Praktyk Leśnych, patrol wpadł w kozacką zasadzkę, o której Benedyktowicz będzie później wspominał: „Powstała walka nierówna, podczas której ubito mi konia. W tem położeniu odpowiadając strzałami na ogień nieprzyjaciela, cofałem się pieszo w stronę pobliskiego boru, ale Moskale puścili się konno za mną, celem odcięcia mi odwrotu i wzięcia mnie żywcem. Miałem ostatni nabój w karabinie i dwa pistolety naładowane. Cofając się, mierzyłem w najbliższych Kozaków. W tej chwili, gdy celowałem, wystrzał karabinowy ze strony moskiewskiej dosięgnął mnie z odległości około czterdziestu kroków. Kula kozacka przeszyła mi lewą rękę gruchocąc obie kości przedramienia i kontuzjonując mi lewy bok w okolicy serca. Wskutek tej rany zatamowało mi oddech i padłem na ziemię zemdlony. Wtedy jeden z Kozaków, dopędziwszy mnie zsiadł z konia i szablą odciął mi dłoń prawej ręki…”
Benedyktowicz został zawieziony do Ostrowi Mazowieckiej, gdzie na plebanii dwaj lekarze dokonali amputacji lewej ręki i opatrzyli kikut prawej. Pomimo ciężkich ran i upływu krwi młody organizm się nie poddał i zaczął odzyskiwać siły. Przyszło jednak załamanie psychiczne. Dla bezrękiego mężczyzny niewyobrażalny wydawał się powrót do zawodu leśnika, a tym bardziej malarstwa. Na domiar złego, za udział w powstaniu skonfiskowany został jego rodzinny majątek, co zbiegło się ze śmiercią jego ojca.
Ale jeszcze zanim powstanie upadło, w warsztacie naprawiającym broń kowal wykonał mu obręcz zakładaną na przegub, z zaciskiem, w którym można było mocować ołówek lub pędzel. Ludomirowi udało się uzyskać finansowe wsparcie przyjaciół i wstąpił do Klasy Rysunkowej w Warszawie, a także zaczął pobierać lekcje w pracowni Wojciecha Gersona. Z tego okresu zachował się rysunek „Starzec przebijający się mieczem”, w którym po przegranej bitwie powstaniec, któremu Benedyktowicz nadał rysy swojego ojca, zadaje sobie samobójczy cios.
Bezręki malarz
W trakcie nauki u Gersona i w Klasie Rysunku Ludomir zaprzyjaźnił się z dwoma byłymi powstańcami: Adamem Chmielowskim, przyszłym świętym Bratem Albertem i przyszłym malarzem Maksymilianem Gierymskim. W 1868 roku Benedyktowicz otrzymał stypendium Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych i wyjechał na studia do Monachium. To tam jego przyjaciel Gierymski maluje obraz „Powstańczy patrol”, na którym przedstawia moment tuż przed atakiem kozaków na powstańczy oddział Benedyktowicza. Ludomir zaś obraz „Podjazd powstańców” odnoszący się do tego samego wydarzenia.
Studia w Monachium, to okres twórczo niezwykle płodny. Uroda pejzaży przysparza mu tytuł „polskiego barbizończyka”. Uprawia też publicystykę współpracując z „Gazetą Polska” i „Tygodnikiem Ilustrowanym”, dla których pisał recenzje i sprawozdania z udziału polskich artystów w wystawach sztuki w Niemczech i w Austrii. W celach zarobkowych artysta uprawiał także to, co dzisiaj nazywamy „chałturą”. Na zamówienie malował portrety ze zdjęć, m.in. Pola i Mickiewicza.
Po powrocie do kraju w 1872 roku odwiedza Brok i groby dawnych towarzyszy walki, co utrwali później w obrazie „Nad mogiłą powstańca”. Ale wizyta w Broku powoduje oskarżenie o agitacje i buntowanie chłopów. Benedyktowicz zostaje osadzony w X Pawilonie Warszawskiej Cytadeli. Zwolniony aresztu z powodu braku dowodów działalności wywrotowej przenosi się do Krakowa, gdzie jesienią 1873 roku wstępuje do klasy kompozycji prowadzonej przez mistrza Jana Matejkę i zyskuje uznanie w środowisku krakowskim. Tu żeni się z Marią Skalską.
Benedyktowicz malował, tworzył wiersze, publikował artykuły, napisał też książkę o Witkiewiczu. Po śmierci ukochanej żony głównym tematem jego obrazów i rysunków stały się las i drzewa. W 1912 roku Benedyktowicz przeniósł się do Lwowa, z którym rozstał się tylko przez okres czterech lat działań wojennych 1914-1918. Tam żył z pensji kombatanckiej, tworzył, pisał i działał społecznie. Zmarł w wieku 82 lat, otoczony powszechnym szacunkiem, w 1926 roku. Pochowany początkowo na cmentarzu Łyczakowskim ostatecznie spoczął w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Obrazy i rysunki Benedyktowicza wciąż pozostają rozproszone po muzealnych i prywatnych galeriach, co powoduje, że jego miejsce w naszej narodowej sztuce jest ciągle zaniżane. Ale nie tylko twórczość warta jest podziwu ale także niezwykła postawa. Człowieka, który całym swoim życiem udowodnił nie tylko miłość do ojczyzny sztuki i przyrody, ale także niezwykłą i niespotykaną na co dzień niezłomność i hart ducha.





